Jak robotnicy w winnicy – Dwudziesta Piąta Niedziela zwykła

Jak wysokie mogą być wymagania i oczekiwania, jak zróżnicowana może być ocena różnych sytuacji przez ludzi, możemy się przekonać, obserwując różne dziedziny gospodarki i życia. Każdy jest wezwany do „budowania” świata w różny sposób, w różnych porach i w różnych aspektach życia doczesnego. Niedzielne czytania, począwszy od Izajasza, poprzez List świętego Pawła do Filipian, a skończywszy na Ewangelii świętego Mateusza, możemy sobie uzmysłowić, że decyzje i działania Boga powinniśmy dostrzegać i akceptować jako sprawiedliwe i nieodwołalne. Bóg proponuje nam zatrudnienie w różnych dziedzinach życia i służby Bożej, aż do ostatniej godziny, a do nas należy nie „stać na rynku bezczynnie”, ale przyjąć ochotnie i dobrowolnie wolę Boga, bo On chce naszego dobra, co nie zawsze bierzemy pod uwagę. Pan Bóg nie liczy naszych zasług według czasu: ani lat, ani dni, ani godzin. Problem tylko polega na odnalezieniu właściwej drogi, na odczytaniu znaków, na zrozumieniu tego, czego oczekuje od nas Pan. „Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami – wyrocznia Pana. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje – nad waszymi drogami i myśli moje – nad myślami waszymi.”(Iz 55,8-9) Lepiej nasze rozterki rozumie święty Paweł, bowiem pisząc do nas, opowiada o sobie, odpowiadając na nasze nie zadane pytania. „Jeśli bowiem żyć w ciele – to dla mnie owocna praca, co mam wybrać? Nie umiem powiedzieć. Z dwóch stron doznaję nalegania: pragnę odejść, a być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze, pozostawać zaś w ciele – to bardziej dla was konieczne.” (Flp 1,22-24) 

17 września 2011|