Być człowiekiem wiary i miłosiedzia – Dwudziesta Niedziela zwykła

W naszych czasach chętniej zajmujemy się problemami obcych niż swoją własną rodziną, krewnymi czy znajomymi, gdyż obce problemy można o wiele łatwiej zrozumieć i zaakceptować niż własne. W gruncie rzeczy jednak każda pomoc udzielona natychmiast ma nieocenioną wartość, niezależnie od stopnia pokrewieństwa i więzi z osobą, która pomocy potrzebuje.  Czy stać nas na bezinteresowną pomoc tym, którzy jej potrzebują, a nie mają na tyle odwagi, by o nią poprosić? Dla wielu z nas to problem nie tylko fizyczny, ale i emocjonalny, gdyż słowa, które nieraz do nas dochodzą, czasami brzmią odpychająco, a czasami wręcz wrogo. A jednak są tacy, którzy potrafią przełamać barierę wstydu, barierę emocji, wyciągając dłoń po pomoc i z pomocą. Nasze społeczeństwo dzieli się na trzy grupy: pierwsza to ta, która pomocy potrzebowała, druga – która pomocy potrzebuje i trzecia, która jej będzie potrzebowała, przy czym nie chodzi tutaj tylko o pomoc materialną, ale także psychologiczną, duchową, specjalistyczną oraz medyczną. Jakiejkolwiek udzielimy, zawsze będziemy odczuwać satysfakcję. Izajasz, cytując słowa Pana, daje nam radę: „Tak mówi Pan: «Zachowujcie prawo i przestrzegajcie sprawiedliwości, bo moje zbawienie już wnet nadejdzie i moja sprawiedliwość ma się objawić.” (Iz 56,1). Jak my mamy to zrozumieć? Otóż wspomagajmy się wzajemnie zgodnie z prawem, jakie nas obowiązuje, jednakże miejmy na uwadze, iż każda pomoc to przyczynek do Zbawienia, do wejścia w sprawiedliwość Pańską, w Jego Miłość, w Jego Miłosierdzie.  Pomagając innym, sami sobie pomagamy, służąc innym – Bogu służymy. To właśnie ma na myśli święty Paweł, mówiąc do pogan „chlubię się posługiwaniem swoim w tej nadziei, że może pobudzę do współzawodnictwa swoich rodaków i przynajmniej niektórych z nich doprowadzę do zbawienia.” (Rz 11,14).
16 sierpnia 2014|