Miłość bez miary – dwudziesta Piąta niedziela zwykła

Każdy jest wezwany do „budowania” świata w różny sposób, w różnych porach i różnych aspektach życia doczesnego. Chcemy żyć dobrze – i za to chwała, ale często nie liczymy się z kosztami tego dobrego życia. W świecie naznaczonym pogonią za pieniądzem z jednej strony, a ludzkimi lękami i dramatami z drugiej ciężko jest żyć, a jeszcze trudniej uwierzyć w bezinteresowną dobroć. A tutaj mamy przykład, jak gospodarz potraktował jednakowo – sprawiedliwie – zarówno tych, którzy w pocie czoła i spiekocie pracowali od rana do wieczora, jak i tych, którzy ledwo zdążyli rozpocząć pracę. Oczywiście, nie można mieć pretensji do tych ostatnich, że dopiero pod koniec dnia trafiła się im praca, choć może należałoby zapytać, gdzie byli rano i do południa. Ale słuszny był zarzut i oburzenie tych zmęczonych i przepracowanych robotników, którzy nie mieli czasu się lenić. To oni wykonali całą pracę i musiała ich mocno boleć owa "dobroć" gospodarza, który nie uwzględnił wkładu pracy. Tak ma się sprawa z czysto ludzkiego punktu widzenia. Ale punkt widzenia Boga jest inny. I to wcale nie znaczy, że niesprawiedliwy. Bóg nie liczy naszych zasług według czasu; ani lat, ani dni, ani godzin. Bóg nagradza każdego, kto służy Mu dobrowolnie i z miłością, bez jakiegokolwiek przymusu. Każdemu daje szansę nawrócenia, obojętnie, czy w młodości, czy w sędziwym wieku. Nie ulegnie wpływom żadnej opinii. Jest kochający i sprawiedliwy. Wie o naszych trudnościach, zna „ciężar dnia i spiekoty”, jest Bogiem wiernym i z Jego strony nie zabraknie nam łask potrzebnych do wytrwania i szczęśliwej odpowiedzi na nasze życiowe powołanie. Bóg nikomu, nigdy nie wyrządza krzywdy. Wszystko otrzymujemy jako dar i za wszystko powinniśmy Mu nieustannie dziękować.
20 września 2014|