Wezwani do świadectwa miłości – Dwudziesta Trzecia Niedziela zwykła

Miłość zaczyna się w domu. To słowa św. Matki Teresy z Kalkuty. Jednakże z własnego doświadczenia wiemy, że czasami łatwiej porozumieć się z obcymi niż ze swoimi. U obcych można szybciej znaleźć  zrozumienie, natomiast trudniej jest wysłuchać narzekań pod własnym adresem w kręgu rodziny. Tematem dzisiejszych czytań jest miłość bliźniego, ale także przestroga przed zejściem z właściwej drogi, drogi bez grzechu. Izajasz wręcz ostrzega nas, iż jeśli występni (grzeszący) nie zejdą z drogi grzechu, to nie będzie w nich życia. Naszym zadaniem jest takich ludzi przestrzegać i upominać. To ciężkie zadanie, ponieważ w dzisiejszych czasach, trudno być tym upominającym. Łatwiej nam przekazać upomnienie naszym dzieciom, trudniej pozostałym krewnym, natomiast już upominanie kogoś poza rodziną raczej nie wchodzi w grę. Właśnie na ten temat wypowiada się święty Paweł w liście do Rzymian. Słowami „Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo. Albowiem przykazania: Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj, i wszystkie inne – streszczają się w tym nakazie: Miłuj bliźniego swego jak siebie samego! ”(Rz 13,8-9) odpowiada na nasze wątpliwości. Czy jednak za dobro i miłość okazywane bliźniemu otrzymujemy to samo? Kłótnie i spory należą do codzienności niejednej rodziny, rodzeństwa czy bliskich. Jednoznacznie możemy stwierdzić, że pierwszy krok powinien zawsze należeć do nas, nawet, jeśli wina jest po stronie drugiej osoby. Trzeba się przezwyciężać, zdobywać na odwagę, nie licząc zysków ani strat. Zdarza się, że krytykujemy innych bez uzasadnionej przyczyny. A po co? Lepiej mimo wszystko kierować się wskazaniami Chrystusa dotyczącymi upomnienia braterskiego.
6 września 2014|