Wartość prawdziwej modlitwy – Siedemnasta Niedziela Zwykła

”Modlitwa jest to wzniesienie duszy do Boga lub prośba skierowana do Niego o stosowne dobra”. Tak mówił o modlitwie św. Jan Damasceński. Podobnie próbowała ją definiować św. Teresa od Dzieciątka Jezus: ”Modlitwa jest dla mnie wzniesieniem serca, prostym spojrzeniem ku Niebu, okrzykiem wdzięczności i miłości zarówno w cierpieniu, jak i radości”. To takie proste. A jednak wielu ludzi skarży się, że modlitwa sprawia im wielką trudność. ”Nie umiem się modlić – mówią. – Niech mnie ktoś nauczy”. Chrystus uczył modlitwy. Dał wzorzec w postaci modlitwy ”Ojcze nasz” i wiele wskazań mówiących o tym, czym dla chrześcijanina jest modlitwa.

Przede wszystkim trzeba ustalić, z jakiej pozycji mówimy do Boga. ”Mam dość bycia ciągłym petentem. Przynajmniej w czasie modlitwy nie chcę nim być” – skarżył się niespełna trzydziestoletni mężczyzna. Czy modlitwa może być partnerską rozmową? Opowieść o modlitwie Abrahama za mieszkańców Sodomy i Gomory sugeruje, że tak. Aż trudno uwierzyć, że to modlitwa. Przypomina raczej negocjacje lub nawet targowanie się z Bogiem. I Bóg ustępuje. Raz, drugi, trzeci. Czy naprawdę jesteśmy w stanie rozmawiać z Bogiem jak równy z równym? A czy dziecko jest równe ojcu? Podstawą modlitwy jest pokora. Św. Augustyn nie miał wątpliwości: ”Człowiek jest żebrakiem wobec Boga”. Nie brak wciąż ludzi, którzy sądząc, że naśladują Abrahama, próbują negocjować z Bogiem. Jak rozkapryszone dziecko, usiłują narzucić Mu swą wolę. Handlują: ”Jeśli spełnisz mą prośbę, już nigdy nie popełnię tego grzechu”. A kiedy ich modlitwa zostaje wysłuchana, zapominają, co obiecali. Inni mają pretensje, że ich prośby nie zostały spełnione. ”Już modlę się tyle czasu o zdrowie dla bliskiej mi osoby i nic. Dlaczego Bóg mnie nie słucha? Przecież Jezus mówił, żeby w Jego imię prosić, a na pewno będziemy wysłuchani…”. Mówił też: ”Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam”. I tak jest. Nie ma modlitwy, która pozostaje niewysłuchana. Jednak to Bóg wie najlepiej, czego człowiek naprawdę potrzebuje. Ludzkie pragnienia są chwiejne. Za sprawę życia i śmierci człowiek potrafi uważać jakąś błahostkę, o której jutro zapomni. I szturmuje niebo, prosząc o coś, co nie tylko nie przyniesie mu pożytku, ale może zaszkodzić. ”Nie umiemy się modlić tak jak trzeba” – przestrzegał przed wiekami św. Paweł (Rz 8,26). A św. Jakub wyjaśnia: ”Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz” (Jk 4,3). Modlitwa chrześcijańska jest wspólnym działaniem Boga i człowieka. Aby była naprawdę chrześcijańska, powinna wypływać z Ducha Świętego i z człowieka, powinna być skierowana całkowicie ku Ojcu, w zjednoczeniu z ludzką wolą Syna Bożego, który stał się człowiekiem. Kto o tym nie pamięta, nie jest modlącym się uczniem Jezusa. Jest negocjatorem, który myśli, że można manipulować Bogiem. Zapomniał o jednej z pierwszych próśb: ”Bądź wola Twoja”.

Red.

23 lipca 2016|